Szafing, swapping, czyli po prostu wymianki

Ubraniowe swapy, czyli wymiany ubrań, w ciągu ostatnich kilku lat zaczęły w Polsce zyskiwać popularność. Na czym polegają? Dokładnie na tym, na co wskazuje ich nazwa – na wymienianiu się odzieżą, której już nie nosimy, a która jest ciągle w dobrym stanie i nadaje się do noszenia.

Od niewielkich spotkań kilku osób w mieszkaniu, po duże wydarzenia w miejscach publicznych, co kto woli. Działanie jest proste – przynosimy ze sobą rzeczy, których chcemy się pozbyć, a w zamian możemy znaleźć sobie coś innego. Obowiązuje pełna dowolność, można wymieniać rzeczy dla dzieci i niemowląt, dla kobiet i mężczyzn, w każdym rozmiarze. Należy jedynie pamiętać, aby ubrania były czyste i niezniszczone. Ta idea niesie ze sobą wiele pozytywów: zwalniamy miejsce w szafie, zajęte przez rzeczy, które nam się znudziły, możemy to miejsce zapełnić rzeczami „nowymi”, które znajdziemy podczas swappingu, poznajemy nowych ludzi, oszczędzamy pieniądze i dajemy drugie życie naszym ubraniom. Możemy przy okazji zupełnie odświeżyć naszą garderobę minimalnym kosztem albo po prostu zwolnić sobie miejsce – wszak minimalizm jest teraz w modzie.

Warto zwrócić uwagę na tę ideę ze względów ekologicznych. Obecne statystki są dość niepokojące. Koncerny odzieżowe produkują rocznie setki ton ubrań, których sam proces produkcji jest wysoce obciążający dla środowiska. Potem dochodzi kwestia ich utylizacji, zazwyczaj równie szkodliwej, co produkcja. Ponadto, większość odzieży z „sieciówek” to moda na jeden sezon, potem takie ubrania są często wyrzucane, a rzeczy ze sztucznych materiałów są kolejnym zagrożeniem dla naszej planety. Dzięki swappingowi, takie ubrania trafiają jedynie z szafy do szafy, a nie na śmietnik.

Jeśli chcemy mieć na uwadze dobro planety, warto również przyjrzeć się lumpeksom. Odzież z drugiej ręki robi się coraz bardziej popularna. I nic dziwnego, bo nie tylko możemy znaleźć tam modne i dobre jakościowe rzeczy w przystępnej cenie, ale też nie wywieramy w ten sposób szkodliwego wpływu na środowisku, jak to się dzieje w przypadku zakupów w „sieciówkach”, gdy wspieramy wielkie koncerny odzieżowe. Ostatnio nawet H&M zaczęło testować (na razie tylko w Szwecji) pomysł wprowadzenia sklepów z odzieżą używaną. Czy będzie to początek nowego światowego trendu? Miejmy nadzieję, że tak.

Dodaj komentarz